Jak poradzić sobie z małym złośnikiem

Jak poradzić sobie z małym złośnikiem

Artykuł pochodzi z miesięcznika

Kiedy dziecko zaczyna wrzeszczeć, jak opętane, bo nie dostało trzeciego lizaka, gdy tupie nogami i rzuca się na ziemię w sklepie, bo coś idzie nie po jego myśli, albo rzuca zabawkami w babcię tylko dlatego, że poprosiła, by je sprzątnęło - zazwyczaj rodziców ogarnia bezsilność.

Eliza Dolecka

Ustępują awanturnikowi, szukają winy w sobie lub w otoczeniu, obawiają się, że w ich domu rośnie mały bandyta... To nie tak i nie tędy droga. Nie ma wprawdzie cudownych, szybkich metod na opanowanie emocji młodego człowieka, ale są sposoby, które z czasem skutkują.

Konsekwencja to podstawa

Dziecko, nawet najmniejsze, nie jest pozbawionym rozumu, bezradnym stworzeniem, które łatwo ulega wychowawczym planom dorosłych. Już niemowlę zauważa, że kiedy płacze, natychmiast zjawia się mama. Przedszkolak natomiast wie, że gdy zacznie głośno krzyczeć, dorośli zrobią wszystko, by go uciszyć. Błyskawicznie uczy się, z kim najlepiej negocjować, kto najszybciej ?łamie się" i ustępuje.

Dlatego najważniejsza jest konsekwencja. To oczywiście banał i doskonała rada na papierze, bo w codziennym życiu o nią właśnie najtrudniej. Ulegamy żądaniom dziecka, gdy przychodzą goście, by chociaż na chwilę dało nam spokojnie porozmawiać, albo, co gorsza, nie ?skompromitowało" nas przed znajomymi. Ustępujemy ?wyjątkowo", gdy chcemy na parę minut pozbyć się natręta lub zająć innymi, aktualnie pilniejszymi sprawami niż potrzeby pociechy. A roszczenia malca rosną. I ustępstwa, które miały być od święta, stają się codziennością. A konsekwencja, ex definitione, oznacza brak ustępstw właśnie.

Z miłością, do celu

Oczywiście dziecko ma swoje prawa, a codzienność malca nie może przypominać pobytu w wojsku. Ustalcie zatem jasne zasady: co jest dla was ważne, gdzie są granice wolności, jakie obowiązki nakładacie na dziecko i dopiero tego przestrzegajcie z żelazną konsekwencją. Jeśli zdecydowaliście, że słodycze je wyłącznie w weekend, nie ma od tego odstępstwa. Dotyczy to was, ale i całego otoczenia. Nie pozwalajcie babci czy cioci robić wyjątku, bo dzieci wyjątki chętnie uznają za zasady. Rodzice muszą grać w jednej drużynie. Malec powinien jak najszybciej nauczyć się, że mamy ?nie" jest święte i nie ma sensu tej samej sprawy pertraktować z tatą (słowo taty jest tak samo ważne).

Istotne, by jakieś granice rzeczywiście wyznaczać. Bywa bowiem i tak, że nasze dziecko jest pozornym aniołkiem, bo jego życie idzie akceptowalnym torem. Pełno w nim atrakcji, zabawy, uwagi rodziców. Malec jest grzeczny, pogodny, zrelaksowany, fantastycznie się rozwija. I nagle rodzice proszą o sprzątnięcie klocków (dotąd robili to sami), a jego świat się wali w gruzy. Dziecko buntuje się mocniej niż te dzieci, które systematycznie mierzyły się ze swoimi emocjami i nauczyły, że życie to nie samospełniająca się księga życzeń.

Taki wiek

To, że postępujecie konsekwentnie, nie oznacza, że dzieci natychmiast przestają próbować naginać zasady i łatwo się poddają. Wręcz przeciwnie - swoją bezsilność muszą jakoś odreagować. Stąd te tupania, napady złości, agresja... Nie oznacza to jednak, że wasze dziecko jest złe! W ogóle, póki malec nie skończy sześciu lat, trudno mówić o świadomych zachowaniach agresywnych. To naturalny (chociaż czasem trudny do zniesienia) proces dojrzewania emocjonalnego. Im młodsze dziecko, tym trudniej mu uporać się z odmową, obojętnością, wymaganiami. Kiedy jednak i sześciolatek nie może poradzić sobie z emocjami, warto poradzić się psychologa. Wcześniej zazwyczaj wystarcza zrozumienie, miłość i potwierdzanie na każdym kroku, że nie zrezygnujemy z planu wychowania fajnego człowieka.

Fakt, że coś jest naturalne, nie oznacza, że złe zachowania należy akceptować i cierpliwie czekać, aż malec dojrzeje. To dojrzewanie polega także na nauce, tego, co dobre i tego, co złe. Nawet trzylatek nie może bezkarnie okładać kolegów łopatką. Nie wolno mu również lekceważyć poleceń rodziców. Niektórzy rodzice uważają, że w dzisiejszych czasach rozpychanie się łokciami tylko pomaga. Tymczasem złe zachowania, kiedy się ich nie piętnuje, z wiekiem nasilają się, przybierają groźne formy i już tak nie urzekają. Wtedy jednak bywa trudno z nimi walczyć.

Kara bywa nagrodą

Jeśli dziecko nie przestrzega zasad, musi ponieść konsekwencje. Często jednak bywa tak, że im surowsze kary wprowadzamy, tym gorzej zachowuje się malec. To tylko pozornie irracjonalne zachowanie.

Zabiegani rodzice rzadko poświęcają dziecku tyle czasu, ile ono by chciało dostać. Kiedy jest grzeczne, czasem łatwo na chwilę zapomnieć, że w ogóle istnieje. Tymczasem, gdy zachowuje się skandalicznie, natychmiast przyciąga uwagę. Przerażeni rodzice niespodziewanie znajdują czas na długie przemowy, pytają o jego codzienne doświadczenia. A dzieciom właśnie o to chodzi! Zatem, niespodziewanie kara staje się nagrodą. Malec pojmuje, że grzeczność jest nieopłacalna. Dlatego system nagród za właściwe zachowanie jest w praktyce ważniejszy, niż działania, które dorośli uznają za kary.

Jeśli doceniamy starania dziecka i mówimy mu o tym, malec postara się to powtórzyć. Gdy odkryje, że na naszą uwagę ?zasłuży" tylko rozrabianiem, zrobi wszystko, by narozrabiać jeszcze bardziej. Zatem nie karać wcale? O nie! We wszystkim zachowujmy umiar i zdrowy rozsądek. Przemyślmy jednak, co będzie prawdziwą karą.

Jaka kara?

Wyciszenie. Odpada przemoc, krzyk, agresja. Jesteśmy dla dziecka najważniejszym wzorcem do naśladowania, zatem powtórzy w życiu nasze zachowania. Dzieci, które łatwo wpadają w złość, najbardziej męczy je bezruch i obojętność. Dlatego największy opór nieposkromieni złośnicy stawiają wówczas, gdy każe się im kilka minut usiedzieć na dywaniku czy krześle. Zwłaszcza, gdy kara odbywa się w pustym kącie. Siedzenie na krześle, w samotności, coraz częściej stosują przedszkola. Bo ten czas dzieci wykorzystują, z braku innych zajęć, na ?zastanowienie się" nad sobą.

Takie wyciszanie dobrze też robi rodzicom. Kiedy jesteśmy wyprowadzeni z równowagi, najłatwiej o błędne decyzje czy agresję. Zatem, gdy dziecko uspokaja się, uspokajamy się i my. Potem jesteśmy gotowi do rzeczowej rozmowy.

Wyciszanie łatwo stosować w domu. A co zrobić w sklepie, gdy dziecko rzuca się na ziemię, bo nie dostało zabawki? Lepiej ją kupić, by uniknąć ?wstydu"? Otóż to wstyd ulegać zachciankom. Wyprowadzamy malca ze sklepu i pozwalamy się wyciszyć na zewnątrz. Jeszcze przed wyjściem z domu ustalamy, co możemy kupić (listę dobrze zrobić razem). Nie pomogło i mamy tupanie? Patrz wyżej!

Konsekwencja. Kara powinna być stosowna do przewinienia i wymierzana konsekwentnie. Jeśli zapowiadamy tydzień bez telewizji, nic nie może zmienić tej decyzji. Dokładnie określmy czas kary i wyjaśnijmy za co dziecko ją dostało. Odbierajmy to, na czym maluchowi zależy. Niejadek łatwiej zrezygnuje z cukierków niż pogadania z mamą. Jeśli ją zranił, bardziej go zaboli jej milczenie, niż brak deseru.

Porządek dnia

Dzieci kochają niespodzianki, ale w ich życiu nie powinny dominować. Doświadczenia wielu rodziców pokazują, że maluchy, które wiedzą dokładnie, co kiedy i z kim robią, które mają ściśle określony czas snu, zabawy i posiłków, są spokojniejsze i... szczęśliwsze.

 

Zabawa w złość

W każdym maluchu czasem się zagotuje. Jest tylko człowiekiem - ma prawo mieć gorszy dzień i trudności z opanowaniem emocji. Najprędzej sobie z nimi poradzi, gdy da im upust. Dobrze, gdy jest kontrolowany. Aktywność fizyczna na podwórku czy w przedszkolu czasem nie wystarcza, by z dziecka uszły negatywne uczucia. Nawet intensywny wysiłek może bowiem głownie wyciszyć ciało, umysł nie zawsze. Bowiem udawanie, że złość nie istnieje, niewiele daje. Dlatego czasem najlepsze efekty daje wyładowanie złości. Pozwólmy dziecku udawać dzikie zwierzę, które ma rozszarpać antylopę. Niech pokaże na lalce, co zrobiłoby najchętniej nielubianemu koledze. Finał zabawy powinien być zawsze w krainie łagodności i spokoju. Dziecko powinno dostrzec jej uroki.

Rady Karpa może chociaż na dziś?

Polecamy wypróbować rady doktora Harveya Karpa. Wprawdzie zasłynął on z poskramiania niemowląt, ale jego metody wydają się być równie skuteczne na przedszkolaków:

  1. Jeśli przed tobą stoi (albo leży) wrzeszczące dziecko, nie próbuj rozmawiać z nim, jak z dorosłym. Mów, jak do człowieka pierwotnego. Zdania im krótsze, tym lepsze. Żadnych logicznych wywodów, poważnego traktowania. Na to przyjdzie czas, kiedy oboje się uspokoicie. Teraz wystarczy: ?Wstań", ?Wyjdź do pokoju", Nie krzycz". Tryb rozkazujący, ale bez podnoszenia głosu, szarpania, przemocy.

2. Powtarzaj, co usłyszałeś. Jak kelner przy zamówieniu, kiedy chce się upewnić, że dobrze cię zrozumiał i że ty dobrze rozumiesz jego. Argumentacja dziecka, w momencie, gdy ją przedstawia, wydaje mu się mądra, logiczna i uzasadniona. Może jednak wydać się kuriozalna, a nawet śmieszna, gdy usłyszy ją ponownie: ?Nienawidzisz mnie, bo kazałam ci umyć ręce"? Pamiętaj jednak, by nie oceniać tego, co mówi dziecko, nie ośmieszać.

3. Naśladuj dziecko. Mów tym samym tonem, rób podobne miny, połóż się na podłodze i tak jak ono uderzaj pięściami w dywan. Przełam swoją nieśmiałość i zejdź do poziomu dziecka. Ono używa takich metod, więc zrozumie, co czujesz. Masz szansę, że się uspokoi...

Przeczytaj też: