Czy wiesz, co tak naprawdę jest w słoiczku z Twoim ulubionym kremem? Albo co nakładasz na usta razem z ukochaną pomadką?
Gdyby zacząć analizować to pod względem chemicznym, okazałoby się, że mamy do czynienia z całą tablicą Mendelejewa. Przy czym nie wszystkie związki są dla nas zdrowe.
Czy więc powinniśmy się dziwić, że po nałożeniu kremu skóra zaczyna szczypać? Czasem tłumaczymy sobie, że to dobrze, bo krem działa. Czy jednak naprawdę działa tak jak powinien?
A może problemy z cerą (zaczerwienienia, wypryski, pierzchnięcie ust), które pojawiają się za jakiś czas są właśnie skutkiem tego „działania"? Co więc możemy robić? Przecież nie zrezygnujemy ze wszystkich tylko dlatego, że jest w nich „chemia"!
Nasze babcie, prababcie, nawet te z czasów jaskiniowców, miały swoje sposoby. Drogerią były dla nich pola, lasy, spiżarnie. Problem jednak tkwi w tym, że my, zabiegane kobiety XXI wieku, nie mamy czasu na bieganie po łąkach i zbieranie ziółek.
Nie chcemy brwi czernić węglem, a ust smarować płatkami maku. Na szczęście producenci coraz częściej sięgają po receptury naturalne.
Naturalne kosmetyki czy wszystkie?
Sama niejednokrotnie łapałam się na pomyłce, kiedy sięgałam po kosmetyk który z wyglądu wydawał mi się naturalny. Przynajmniej tak miało sugerować opakowanie. Gdy wkraczał trend na bycie eko zaczęłam czytać opinie i porady kosmetyczek oraz innych dziewczyn. Potem okazało się, że ważny jest skład i certyfikat tylko wtedy mamy gwarancję, że produkt jest bio. Ostatnio zauważyłam, że także wśród naszych produktów pojawiło się kilka ekologicznych np. naturalna seria Flos-lek, czy produkty ava.