Toast - słowo to pochodzi od grzanki. W dawnych bowiem czasach, przy królewskim stole, zarówno we Francji jak i w Anglii, do kieliszka z winem wrzucano małą grzankę, którą najczęściej zjadał monarcha. Dziś toast wznosimy już bez podsmażonego chleba.
Podobno najpiękniejsze toasty wznoszą Gruzini, dla których napicie się wina na koniec długiej mowy jest tylko pretekstem do wysłuchania popisów oratorskich zgromadzonych panów.
Zupełnie odwrotnie niż u nas, gdzie krótkie „na zdrowie", „to na drugą nóżkę", „no to po maluchu", czy w wersji bardziej oficjalnej „gorzko, gorzko", „zdrowie młodej pary/jubilata" jest wstępem do wychylenia kolejnego kieliszka czystej wódki. Pomysłowość w szukaniu pretekstów do wypicia kolejnego kieliszka doskonale pokazuje przebój każdego wesela - „Prawy do lewego" Kayah i Bregvicia.
Żarty jednak na bok. Kiedy i czym wznosimy toasty?