Artykuł pochodzi z miesięcznika
Zazwyczaj pierwszą fascynację płcią przeciwną wspominamy z rozrzewnieniem. Chętnie o niej opowiadają gwiazdy. Słysząc o niej uśmiechamy się serdecznie. A jednak niekoniecznie wiemy, jak reagować na "zakochanie" naszego kilkuletniego szkraba. Bowiem i przedszkolna miłość miewa gorzki smak.
Eliza Dolecka
To zupełnie naturalne, że kilkulatki bawią się w dorosłych. Są właśnie na takim etapie rozwoju emocjonalnego. Dziewczynki stają się mamami dla swoich lalek, chłopcy rozumieją już, że facet ma być silny i powinien dobrze zarabiać. W przedszkolu chłopcy jeszcze "zadają się z babami", a dziewczynkom przydają się panowie (wyraźny podział na obozy: damski i męski nastąpi dopiero w wieku szkolnym), dlatego dzieci mają niepowtarzalną okazję odwzorowywać relacje świata dorosłych. A w nim obserwują zakochanych, dlatego przedszkolna miłość zdarza się tak często. I bardzo dobrze.
W miłości nie ma nic złego. Wręcz przeciwnie. Zdolność do niej to jedna z najważniejszych oznak człowieczeństwa. Jeśli dziecko rozumie, że kochać to znaczy troszczyć się o kogoś, szanować go, sprawiać mu przyjemności, możemy być w zupełności spokojni. Większość wychowawców przedszkolnych dobrze reaguje na "zakochanych" malców właśnie z tego powodu. Nawet wtedy, gdy dzieci chcą odgrywać pełne dorosłe rytuały i na przykład wziąć ślub, a potem nazywać się "mężem" i "żoną". Bywa jednak, że zafascynowane sobą maluchy przestają integrować się z grupą, odtrącają inne dzieci, nie dopuszczają do swoich sekretów. Wtedy przedszkole musi zadziałać i zazwyczaj zachęca dzieci do zauważenia, że oprócz Oleńki, tej najcudowniejszej na świecie, czy ukochanego Kazia są jeszcze i inne dzieci. Zwłaszcza, że miłość przedszkolaków potrafi być niezwykle silna i intensywna (buziaki, prezenty, prowadzanie się za rączkę), ale zazwyczaj szybko mija. Nie można dopuścić, by porzucony malec nie miał szansy odnaleźć oparcia w grupie. A może się tak stać, jeśli wcześniej się od niej za mocno oddalił.
Jeśli dzieci nie znudzą się sobą równocześnie, a na przykład jedno z nich znalazło nowy obiekt westchnień, miłość może skończyć się płaczem i cierpieniem. To także lekcja życia - bolesna, ale do przetrwania. A takie rany przedszkolne, choćby wyglądały na śmiertelne, goją się niezwykle szybko. Ważne tylko, by wtedy dorośli okazali zrozumienie. Cierpienie jest zawsze godne szacunku. Nie można dziecka wyśmiewać i przekonywać go, że nic się nie stało. Brak doświadczenia i wrażliwość szkraba sprawiają, że rozstanie odczuwa bardzo intensywnie. Trzeba zatem powiedzieć, że ból minie, ale go dostrzegamy i rozumiemy. Czułość, przytulenie i wysłuchanie załamanego malca powinny wystarczyć.