Każdy ranek wygląda tak samo: „Ja tego nie założę!" albo: „jak nie założę tego, to nie pójdę do przedszkola!" Kilkulatki lubią się stroić i chcą decydować o swoim wyglądzie. Jak poradzić sobie z małymi strojnisiami i rozwiązać codzienny, poranny problem?
Teresa Majkowska
Dobrze, jeśli dziecko wybiera sobie ubrania odpowiednie do aury, pół biedy, jeśli wciąż chce ubierać ten sam zestaw, gorzej, jeśli letnie sandałki i sukienka lub strój do baletu są „na tapecie" przez okrągły rok, nawet, gdy jest kilkustopniowy mróz za oknem, a lekcja tańca dopiero za kilka dni.
Dwu- i trzylatek już wie, że ubranie może świadczyć o tym, czym człowiek się zajmuje (bez problemu rozpoznaje po uniformie lekarza, strażaka, policjanta). Dzięki rodzicom malec także wie, że ubranie może być nie tylko wygodne, nowe, ciepłe, czyste, ale i modne, ładne i na odwrót.
„Mam własne zdanie!"
Małe dzieci już mają pojęcie o wyglądzie. I często ich poczucie estetyki jest zupełnie inne, niż wszystkich dookoła. Nie ma w tym nic dziwnego - malec postrzega siebie jako odrębną osobowość i chce zaprezentować ją w taki, a nie inny sposób.
Chęć dziecka decydować o wszystkim bierze się nie tylko z konieczności kreowania własnej osobowości, ale także z potrzeby kontrolowania tego, co się dzieje wokół niego. A ponieważ dzieci nie mają zbyt wiele okazji do kontroli nad swoim życiem, to chętnie uzurpują sobie te jego dziedziny, gdzie jest najłatwiej przesunąć nałożone przez rodziców granice i zdobyć własne pozycje. Dotyczy to spożywania posiłków, snu, czasu zabawy i własnego wyglądu. Chęć ubierania się „po swojemu" bierze się także stąd, że dziecko zaczyna przebywać w większej grupie ludzi. Będąc w przedszkolu czy na podwórku już nie jest skazane tylko na kontakt z mamą , tatą czy babcią. Ma możliwość (i korzysta z niej) podglądania, jak wyglądają inne dzieci. A że maluchom nie zależy jeszcze tak bardzo na tym, by wyglądać oryginalnie, to inspirują się sobą nawzajem, stąd często koniecznie muszą mieć taką a nie inna koszulkę, bo kolega właśnie taką ma.