Najważniejszym i przez długi czas jedynym przykładem dla naszych dzieci jesteśmy my, rodzice. I - choć często trudno nam się do tego przyznać - to my właśnie dajemy dzieciom rodzaj "przyzwolenia na nieprawdę".
Magda Kamińska-MaurugeonNiemożliwe? Oto kilka przykładów
Niedotrzymywanie obietnic. Dziecko przywiązuje ogromną wagę do składanych mu przyrzeczeń, a my, bagatelizuj ąc je, zaprzeczamy naszym własnym słowom, a tym samym mijamy się z prawdą.
Czasem dziecko "przyłapuje" nas na z pozoru niewinnych kłamstwach wobec znajomych: wymawiamy się wymyśloną chorobą od powierzonych nam obowiązków, tłumaczymy przyjaciołom, że "coś nam wypadło" i nie mogliśmy przyjść do nich na imieniny, czasem zatajamy przed członkami rodziny jakiś znany dziecku fakt. Widząc takie postępowanie, dziecko dochodzi do wniosku, że skoro rodzice kłamią, to ono także ma do tego prawo.
Wreszcie - sami często wymagamy od naszych dzieci "braku szczerości". Tak, tak. To te szczególne wypadki, w których decydujemy się na niemówienie prawdy, gdy na przykład nie chcemy kogoś zranić. To my uczymy dziecko, by nie mówiło osobom otyłym, że są grube, brzydkim, że nieładne, a chorym, że chore. I wpisujemy takie zachowanie w powszechny kanon zasad "politycznej poprawności", która obowiązuje coraz młodsze dzieci...
Jak reagować na kłamstwo?
Nasza reakcja na kłamstwa dziecka, a także sposób, w jaki im zapobiegamy, są wypadkową naszych relacji z dzieckiem oraz atmosfery panującej w domu. Istnieje jednak kilka ogólnych zasad, których przestrzeganie pomoże w uniknięciu tego problemu albo - w chwili gdy już się pojawił - w jego rozwiązaniu.
Przede wszystkim - nie dramatyzujmy. Kłamstwo zdarza się każdemu i robienie z tego tragedii w niczym nie pomoże. Starajmy się raczej rozładować powstałe napięcie poprzez konkretną rozmowę, czasem nawet żart. Nie wymagajmy od dziecka, by składało przysięgi typu - "już nigdy was nie okłamię". Prawdopodobnie trudno będzie mu jej dotrzymać, a to pogłębi tylko jego frustrację.
Po drugie - starajmy się problem kłamstwa rozwiązywać szybko sami. Nie mówmy o nim całej rodzinie i znajomym, o ile nie ma takiej potrzeby. Im mniej "nagłośniony" kłopot, tym łatwiej go rozwiązać. Nie popadajmy jednak w skrajności i nie twórzmy wokół problemu klimatu "rodzinnej wstydliwej tajemnicy" - takie podejście jest przyczyn ą wielu niepotrzebnych napięć.
Ważne jest też, by nie obdarzać dziecka etykietką "kłamczucha", która nie tylko jest obraźliwa i poniżająca, ale także - utwierdza dziecko w przekonaniu, że to jego najważniejsza cecha.
Zastanów się dwa razy
Choć kara wydaje nam się czasem jedynym skutecznym sposobem - zastanówmy się dwa razy, zanim ją zastosujemy. Nie zapominajmy, że to właśnie strach przed karą jest częstą przyczyną kłamstw. Dlatego stosując kary, często odnosimy skutek odwrotny od zamierzonego. Dziecko zaczyna kojarzyć fakt przyznania się do winy z karą i - dochodząc do wniosku, że szczerość nie popłaca - znowu zaczyna kłamać. Koło się zamyka.
Pamiętajmy także, że przedszkolak nie zawsze wiąże pojęcie "winy" ze swoim występkiem. Nie wymagajmy od dziecka "przyznania się za wszelką cenę", nie stawiajmy go w sytuacji, w której będzie musiał określić rozmiar swojego "przewinienia" - on naprawdę czasem nie potrafi w sobie tej winy znaleźć. Wreszcie - co bardzo ważne - nigdy, NIGDY nie szantażujmy dziecka. Nie mówmy: "Jeżeli jeszcze raz mnie okłamiesz, przestanę cię kochać". Podobnie jak w przypadku kar - skutek jest często odwrotny od zamierzonego.
Przypomnij sobie Pinokia
Jak widać, bardzo dużo zależy od nas, rodziców. Im lepsza atmosfera w rodzinie, im lepszy przykład dajemy dzieciom, im większym jesteśmy dla nich oparciem - tym mniejsza w nich potrzeba kłamstwa. Czasem jednak zdarza się, że mimo naszych wysiłków nie potrafimy zapobiec temu zjawisku, nie umiemy sami się z nim uporać. Wtedy warto zwrócić się do specjalisty, który w rozmowie z dzieckiem ustali źródło problemu i postara się nam pomóc. I nie zapominajmy, że kłamstwo to jedno z doświadczeń życiowych każdego człowieka, doświadczeń, które - w całościowym bilansie i pod warunkiem, że nie wiążą się z żadną patologią - mogą okazać się wzbogacające. Przypomnijmy sobie choćby losy Pinokia.