Mleko prosto od krowy – ciepłe i z pianką. Chleb pieczony przez gospodynię, warzywa z przydomowego ogródka, woda przynoszona w wiadrze ze studni, wycieczki po okolicy wozem drabiniasty, a często zamiast elektryczności lampa naftowa.
Tak naprawdę na ekologiczne wakacje jeździliśmy wtedy, gdy nikt jeszcze nie słyszał o ekologii, czyli mniej więcej do końca lat 60.
Wiele osób spędzało wtedy urlop w rodziny na wsi. Często nawet płacić za te warunki nie trzeba było, gdyż w zamian za dach nad głową i wyżywienie pomagało się gospodarzom przy sianokosach czy żniwach.
To jednak już historia. Dziś nawet jeśli trafisz do takiego gospodarstwa, to trzeba będzie słono płacić.